" W okresie dorastania i rozwoju należy zadbać o rozwój UMIEJĘTNOŚCI a nie NAMIĘTNOŚCI. "

Maria Skłodowska Curie

   Kolejny dylemat, który spędza sen z oczu tym z nas, którzy szczególnie zajęci są wychowywaniem, kształtowaniem postaw i nauczaniem, również początkowym naszych pociech, naszych dzieci, przyszłości naszych pokoleń. Jak uchronić je przed zbyt wczesną deprawacją, przed zbyt natarczywymi i przedwczesnymi pseudo próbami uświadamiania seksualnego, przez skierowanie ich uwagi z matematyki i innych przedmiotów, na sferą erotyczną, nie w takim zakresie w jakim np. czteroletnie czy nawet dziewięcioletnie dziecko jest zdolne pojąć i czego, w tym okresie wiekowym powinno lub niepowinno doświadczać.

   Nieznajomość poszczególnych etapów rozwoju najpierw dziecka a potem nastolatka, jest tutaj ewidentna, aż żenująca.

   Mam świadomość, że dla tych, którzy optują przy takim uświadamianiu, paradoksalnie, ważnym jest również wskazanie na, może zbyt natarczywe nauczanie religijne w szkołach i zbyt restrykcyjne przygotowanie np. do sakramentu I komunii świętej. Trzeba wiele taktu i szczególnej metody, aby należycie przygotować dzieci do tego, jakże ważnego, w naszej kulturze katolickiej, sakramentu duchowego. Niestety fanatyczne koncentrowanie się wielu odpowiedzialnych za ten proces, katechetów, na literalnym traktowaniu wiary, klasówkach, kartkówkach, nieustannych odpytywaniach i ocenianiu modlitwy, bardzo często niweczy wcześniejsze zabiegi rodziców i dziadków. Domaganie się uczestniczenia w wielu próbach, bardzo często kosztem innych obowiązków, wprowadza w szkołach konflikty nie tylko między dziećmi i innymi nauczycielami, ale przede wszystkim niechęć do religijnych obowiązków, traktowanych jak przedmiot, a nie jako sposób na wychowanie dziecka w świadomości katolickiej. Katecheci zamieniają się w autorytarnych wykonawców Woli Bożej, często strasząc i gnębiąc uczniów. Spotkałam się wielokrotnie ze stwierdzeniem, że to wydarzenie skutecznie oduczyło nasze dziecko od spontanicznego uczestnictwa we mszy świętej, i sprawiło, że na samą myśl o tym, że ma iść do kościoła, głośno protestuje. Zerwana naturalna więź dziecka z Bogiem, na rzecz rutynowego klepania wyuczonych na pamięć modlitw, bardzo często bez ich zrozumienia, mści się absencją młodzieży w kościołach. Pozbawienie spontanicznej rozmowy z Bogiem, na rzecz odwalania pacierza, czy też innej rutynowo potraktowanej czynności, na rzecz tzw. świętego spokoju, nie jest wychowaniem w kulturze katolickiej tylko musztrą, lub tresurą, jak kto woli.

(patrz; Księga Paradoksu; "tresura, wychowanie")

   Być może to jest przyczyną, dla której inaczej optujący ludzie domagają się przeciwwagi dla nauczania religijnego i duchowy rozwój przeciwstawiają rozwojowi seksualnemu.

"Ita, ita siołem matołem, matołem, Być!"

Tutaj trzeba zwrócić uwagę na różnicę jaka istnieje między nauczaniem a wychowywaniem, między wymaganiem a bodźcowaniem dziecka, co należy rozumieć jako zachęcanie i mobilizowanie do podejmowania trudu, a nie jako zmuszanie i karanie czyli skuteczne zniechęcanie.